Pieniądze wpłynęły na Twoje konto. Czy to znaczy, że jesteś pożyczkobiorcą?
Sam przelew środków na rachunek bankowy nie przesądza o zawarciu umowy pożyczki z właścicielem tego rachunku. W sprawach o zwrot pożyczki kluczowe znaczenie ma to, kto rzeczywiście uzgodnił jej warunki, dla kogo pieniądze były przeznaczone i kto zobowiązał się je zwrócić.
Takiego właśnie sporu dotyczyła prawomocnie zakończona sprawa, w której reprezentowaliśmy pozwaną.
Przelewy na rachunek pozwanej
Powódka domagała się od naszej Klientki zapłaty kilkudziesięciu tysięcy złotych wraz z odsetkami. Podstawą żądania było osiem przelewów wykonanych w latach 2016–2017 na rachunek bankowy formalnie należący do pozwanej. Zdaniem powódki przelane kwoty stanowiły pożyczki przeznaczone na działalność gospodarczą prowadzoną pod firmą pozwanej. Pożyczki miał zostać udzielone na podstawie umów ustnych.
Od początku postępowania podnosiliśmy zarzut braku legitymacji biernej. Nasza Klientka nie zawierała z powódką umowy pożyczki, nie prowadziła z nią rozmów o przekazaniu pieniędzy, nie ustalała wysokości ani terminów wypłaty poszczególnych kwot oraz nie zobowiązywała się do ich zwrotu. W okresie dokonywania przelewów obie kobiety nawet się nie znały i nie utrzymywały ze sobą kontaktu.
Kto rzeczywiście uzgadniał pożyczkę?
Środki były przekazywane w związku z relacją łączącą powódkę z osobą bliską pozwanej. To ta osoba pozostawała wówczas z powódką w związku partnerskim, potrzebowała finansowania i uzgadniała z nią przekazywanie kolejnych kwot.
Pieniądze miały służyć rozwijaniu prowadzonej przez tę osobę działalności gospodarczej. Osoba ta korzystała z rachunku pozwanej ze względu na własne problemy finansowe. Miała dostęp do rachunku, dysponowała kartą płatniczą i faktycznie korzystała z przekazywanych środków. Powódka przelewała jej również pieniądze za pośrednictwem aplikacji Revolut.
Rachunek pozwanej był zatem jedynie technicznym kanałem przekazania pieniędzy osobie, z którą powódka pozostawała w bezpośredniej relacji i uzgadniała warunki finansowania.
Właściciel rachunku nie zawsze jest pożyczkobiorcą
Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Południe w Warszawie uwzględnił podniesiony przez nas zarzut braku legitymacji biernej i oddalił powództwo w całości.
Sąd wskazał, że powódka powinna wykazać nie tylko fakt dokonania przelewów, lecz również to, z kim zawarła umowę pożyczki. Zgromadzony materiał dowodowy, w tym korespondencja stron, dokumenty dotyczące przepływu pieniędzy oraz zeznania świadka i pozwanej, potwierdził, że środki były przekazywane na potrzeby osoby bliskiej pozwanej i w uzgodnieniu właśnie z tą osobą.
Jeżeli więc pomiędzy uczestnikami tych zdarzeń doszło do zawarcia ustnej umowy pożyczki, pożyczkobiorcą nie była nasza Klientka. Nie można było także uznać, że została ona bezpodstawnie wzbogacona, ponieważ z pieniędzy korzystała inna osoba, która przeznaczała je na własne potrzeby i prowadzoną przez siebie działalność.
Powódka zaskarżyła wyrok, jednak Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w Warszawie oddalił jej apelację. Orzeczenie oddalające powództwo stało się prawomocne, a na rzecz naszej Klientki zasądzono zwrot kosztów postępowania przed sądem pierwszej instancji oraz kosztów postępowania apelacyjnego.
Czy umowa pożyczki musi być zawarta na piśmie?
Umowa pożyczki może zostać skutecznie zawarta także ustnie. Zgodnie z art. 720 § 2 Kodeksu cywilnego umowa, której wartość przekracza 1 000 zł, wymaga jednak zachowania formy dokumentowej. Niezachowanie tej formy co do zasady nie powoduje nieważności umowy, ale może istotnie utrudnić jej udowodnienie. Stosownie do art. 74 k.c. powstają wówczas ograniczenia w przeprowadzaniu dowodu z zeznań świadków oraz z przesłuchania stron na fakt zawarcia umowy. Ograniczenia te nie mają charakteru bezwzględnego — przepisy przewidują od nich wyjątki, między innymi wtedy, gdy fakt dokonania czynności został uprawdopodobniony za pomocą dokumentu. W przypadku ustnej pożyczki szczególnego znaczenia nabierają więc przelewy, wiadomości, korespondencja oraz zachowanie osób uczestniczących w uzgodnieniach. Dowody te muszą jednak potwierdzać nie tylko przekazanie pieniędzy, ale również to, kto był stroną umowy i kto zobowiązał się do ich zwrotu.
Liczy się rzeczywista treść uzgodnień
Sprawa pokazuje, że potwierdzenie przelewu nie zawsze wystarcza do udowodnienia, kto był pożyczkobiorcą. Numer rachunku wskazuje, dokąd technicznie trafiły pieniądze, ale nie musi wskazywać strony umowy. Nabiera to na znaczeniu w przypadku tzw. umowy ustnej, kiedy nie istnieje pisemna umowa stron, czyli dokument określający szczegółowe warunki udzielenia samej pożyczki, jak precyzyjne określenie stron umowy, termin jej spłaty, spłata w ratach itd.
Dopiero ocena wszystkich tych okoliczności pozwala ustalić strony umowy. Sam fakt wpływu pieniędzy na określony rachunek bankowy nie czyni jego właściciela pożyczkobiorcą i nie uzasadnia skierowania przeciwko niemu roszczenia o zwrot pożyczki.
22 września 2026 r.
Sprawa o zachowek: sąd odrzucił zarzut „fikcyjnego małżeństwa” i przyznał klientowi podwyższony zachowek do 2/3
Zakończyliśmy prawomocnym sukcesem sprawę o zachowek, w której reprezentowaliśmy pominiętego w testamencie męża spadkodawczyni. Sąd zasądził na rzecz naszego klienta 138.188,00 zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie liczonymi od dnia 20 lutego 2020 r. oraz kosztami procesu. Wyrok sądu pierwszej instancji został następnie w całości utrzymany przez sąd apelacyjny.
Cały spadek dla sąsiadki, mąż pominięty w testamencie
Spadkodawczyni sporządziła testament notarialny, w którym do całości spadku powołała osobę niespokrewnioną – swoją sąsiadkę. Mąż nie został powołany do dziedziczenia i został pominięty w testamencie. Co istotne, spadkodawczyni nie wydziedziczyła go w testamencie. Zawarli związek małżeński będąc już w mocno zaawansowanym wieku.
W skład spadku wchodziły między innymi mieszkanie w Warszawie, nieruchomość letniskowa oraz samochód. Wartość majątku stanowiąca podstawę obliczenia zachowku, po odliczeniu długów i ciężarów spadkowych, wyniosła ok. 0,5 mln zł.
Pozwana odmówiła dobrowolnego zaspokojenia roszczenia, dlatego konieczne było skierowanie sprawy na drogę sądową.
Próba przedstawienia małżeństwa jako „fikcyjnego”
Jednym z głównych elementów obrony pozwanej była próba zakwestionowania rzeczywistego charakteru małżeństwa naszego klienta. Pozwana twierdziła między innymi, że relacja małżonków była pozorna, a małżeństwo miało zostać zawarte z pobudek majątkowych. Zarzucała również powodowi zaniedbywanie żony, niewypełnianie obowiązków rodzinnych oraz brak dostatecznego zaangażowania w opiekę nad nią.
Na tej podstawie pozwana domagała się oddalenia roszczenia o zachowek jako sprzecznego z zasadami współżycia społecznego.
Przeprowadzone postępowanie dowodowe nie potwierdziło tych twierdzeń. Sąd ustalił, że małżeństwo funkcjonowało prawidłowo, a nasz klient m.in. zamieszkiwał wspólnie z żoną, wspierał ją finansowo po obniżeniu jej świadczenia emerytalnego, opiekował się nią podczas pobytu w szpitalu, spędzał z nią czas i wyjeżdżał do sanatorium, wykonywał prace porządkowe na należącej do żony działce, uczestniczył w zwykłym życiu małżeńskim i towarzyskim.
Sąd podkreślił, że od schorowanego, starszego człowieka nie można wymagać takiego samego poziomu aktywności jak od osoby młodej. Uznał jednocześnie, że powód wykonywał obowiązki małżeńskie w zakresie, jakiego można było od niego racjonalnie oczekiwać. W rezultacie nie znalazł podstaw ani do pozbawienia klienta prawa do zachowku, ani do obniżenia należnej mu kwoty na podstawie art. 5 Kodeksu cywilnego.
Podwyższony zachowek – 2/3 udziału należnego przy dziedziczeniu ustawowym "bez biegłego"
Drugim istotnym zagadnieniem była wysokość zachowku.
Co do zasady zachowek odpowiada połowie wartości udziału spadkowego, który przypadłby uprawnionemu przy dziedziczeniu ustawowym. Jeżeli jednak uprawniony jest trwale niezdolny do pracy, zachowek wynosi dwie trzecie wartości tego udziału.
Pozwana kwestionowała niezdolność naszego klienta do pracy, wskazując między innymi na jego okazjonalne zajmowanie się pszczołami i wytwarzanie miodu dla rodziny i znajomych. Wykazaliśmy jednak, że była to wyłącznie aktywność hobbystyczna, która nie przynosiła dochodu i nie mogła zostać utożsamiona ze zdolnością do wykonywania stałej pracy zarobkowej.
W chwili otwarcia spadku klient miał 76 lat i cierpiał na liczne schorzenia. W ocenie sądu jego zaawansowany wiek, stan zdrowia oraz całokształt sytuacji życiowej uzasadniały uznanie go za osobę niezdolną do pracy. Sąd stwierdził przy tym, że w okolicznościach tej sprawy nie było konieczne przeprowadzanie dowodu z opinii biegłego.
Gdyby doszło do dziedziczenia ustawowego, mężowi przypadłaby połowa spadku. Jako osobie niezdolnej do pracy przysługiwały mu dwie trzecie wartości tego udziału, a więc ostatecznie jedna trzecia wartości spadku.
Prawomocny sukces klienta
Sąd pierwszej instancji uwzględnił dochodzone po ostatecznym sprecyzowaniu powództwo w całości. Pozwana została również obciążona odsetkami, kosztami procesu oraz nieuiszczonymi kosztami sądowymi.
Rozstrzygnięcie zostało zaskarżone, jednak sąd apelacyjny nie podzielił argumentów pozwanej i utrzymał wyrok w całości. Tym samym potwierdzone zostało zarówno prawo naszego klienta do zachowku, jak i zastosowanie podwyższonego wskaźnika wynoszącego dwie trzecie udziału należnego przy dziedziczeniu ustawowym.
Sprawa pokazuje, że samo pominięcie małżonka w testamencie nie pozbawia go ochrony przewidzianej przez prawo. Nie wystarczą także ogólne twierdzenia o rzekomej „fikcyjności” małżeństwa czy niewłaściwych relacjach rodzinnych. Zarzuty te muszą zostać udowodnione, a pozbawienie uprawnionego zachowku na podstawie zasad współżycia społecznego może nastąpić jedynie w sytuacjach rzeczywiście wyjątkowych.
23 lipca 2026 r.